Godzina 5:30, kościół Najświętszej Maryi Panny (dla niewtajemniczonych białostocka katedra J), w lekkim półśnie zwarta i gotowa grupa harcerzy stawia się na Mszy Świętej, by za chwilę ruszyć do Tej Matki, która wszystko rozumie. Jedni (Gosski, Gabrysia i Ela) idą po raz pierwszy, więc mają wielkie oczy z przerażenia; inni (Edek, Rydzyk i Dominik) podążają trasą drugi raz, więc mają jeszcze większe oczy, bo wiedzą co ich czeka; reszta (Marek, Duszek, Klaudynka i Bobek) to starzy „wyjadacze”, więc ich już nic nie rusza
… Jeszcze po drodze zgarniają znajomych kleryków (Kondzia i Grubcia) i już wszyscy całą ekipą ruszają ze śpiewem w kierunku Wilna. Przed nimi prawie 300 km, ale co to było J - zajmie im to jakieś 9 dni. Pierwszy postój Karakule. Pyszne śniadanie urządzone przez mieszkańców, pierwszy czas na siku, a już niektórzy mają dość
. Może i mają dość, ale wiedzą, że razem są w stanie osiągnąć wiele. Bo to jest właśnie ta moc. Tu nikt nie idzie sam, idą razem, wspierają się, pocieszają, czasami krzyczą, ale wiedzą, że to nie dlatego, że są źli na siebie, to te mordercze zmęczenie daje o sobie znać. Ale później przychodzą takie chwile jak wspólny nocleg u ministranta w Jeziorach (dodam tylko, że było ich tam 12 osób i wszyscy mieli co jeść – takiej wyżerki żaden pielgrzym nie widział
– i mieli gdzie spać). Wyobraźcie to sobie: Klaudynka leży pod kroplówką, którą trzyma jej Edek, Marek – ratownik siedzi obok i sprawdza, czy wszystko idzie dobrze, Duszek smaruje mu nóżki kasztanowym żelem "dla zmęczonych stó
", Bobek to samo robi ze stó
kami Dominika – potem zamiana J. A klerycy dbają o rozwój duchowy i rozmawiają z Kim Trzeba, by Klaudynka następnego dnia ruszyła z nimi. To się nazywa współpraca i wspólne działanie!!! J Później przychodzi późna godzina, a wraz z nią głupawka i wymyślanie – jak znaleźć męża dla jednej z &bdquo
ielgrzymek”
. Innym znów razem przychodzą do głowy dziwne pomysły z tekstami na koszulkę, w odezwie na hasło starszej części pielgrzymów „Harcerze – a nie noszą plecaków” typu: &bdquo
o co mam nosić plecak, skoro mogę go zostawić u Pana Kostka w samochodzie?”, „Nie noszę plecaka bo Pan Kostek mnie lubi”, „Na starość nie chcę być niedołężna, więc nie chcę się przemęczać”, "...bo Pan Konstanty to mój sąsiad", "...bo rypie mnie w krzyżu", "...bo ksiądz kierownik mówił, że jak ktoś nie da rady, to żeby wogle nie brał plecaka"; w akcie desperacji chcieli zrobić sobie papierowe plecaki, zawsze to lżej nieść
. Była też już tradycyjna gra w „Słoneczko”, wspólne śpiewanie harcerskich piosenek, nadzorowanie fali z pielgrzymów i już słynne przejmowanie rozgłośni przez Klaudynkę i Kondzia. A no i oczywiście nie można nie wspomnieć o głównym kierowcy nagłośnienia rowerowego, czyli o Czarnym. Po skończonej pielgrzymce śmiali się z niego, że większą cześć trasy przejechał na rowerze, że piesza pielgrzymka się nie liczy J. No ale gdyby nie on, trzeba by było tę rozgłośnię nieść. Kończy się trasa, dochodzą, już w oddali widać Ostrą Bramę. Podchodzą bliżej, widać Matkę Bożą… Tego nie da się opisać… To trzeba poczuć i przeżyć… Jedni płaczą, inni są zadumani, a u innych uśmiech nie schodzi z twarzy ze szczęścia… Czują ogromny ból, zmęczenie, ale to nic w porównaniu ze szczęściem, które przepełnia ich serca.
PS. Mówimy o jakimś bólu i zmęczeniu?? Hmn… zastanawiające, zwłaszcza jak widać jak po szybkim (dodajmy lodowatym) prysznicu wychodzą w nocy na Wilno, z jednym celem – by zatańczyć Menueta J. Tym razem nie wychodzi, ze względu na skręconą kostkę jednego z pielgrzymów
, no i na zimno przeszywające zmęczone ciała… Ale to nic - Za rok spróbują jeszcze raz. Czy w podobnym składzie?? To się okaże. Dla nich życie jest nieobliczalne...
Edytka